poniedziałek, 8 grudnia 2014

PANIE PREZYDENCIE JAŚKOWIAK, RÓB PAN SWOJE!


 
To wezwanie jest o tyle bez sensu, że raczej nie ma podstaw wątpić, by prezydent-elekt postępował inaczej. Jest ono skierowane raczej na zewnątrz, nie tyle jako wezwanie do jakiegoś działania/postępowania, co krytyka rozmaitych form presji na Jacka Jaśkowiaka, kategorycznych żądań, pouczeń, zdecydowanych ocen itd.

„Miodowy tydzień”?

Miniony tydzień, a na pewno druga jego połowa, była bardzo wydajna jeśli chodzi o publiczną produkcję narracji odnoszących się do działań nowego prezydenta. W centrum uwagi, a jeszcze bardziej dużych namiętności, znalazły się kwestie personalne, potocznie określane jako decyzje o stołkach (a wulgarnie – o dostępie do koryta... o tyle nietrafne, że JJ zamienia zajęcie bardzo dochodowe na sporo mniej). Jak zwał tak zwał – jest to sfera wywołująca o wiele więcej zapału niż taki na przykład program wyborczy. Kto zostanie wiceJackiem – Iksiński czy Igrekowski? A czemu nie Zetowski albo Abecadlak? A może Uvałwicz? Wiceprezydentów może być maksimum czterech, więc temat wielki jak słoń, liczba możliwych kombinacji/spekulacji ogromna.

Ktoś przytomnie napisał, że prezydent-elekt nie miał nawet miodowego tygodnia spokoju (rozkoszy?) po wyborze, a cóż dopiero 90 spokojnych dni. Z jednej strony część opinii publicznej zaczęła fomułować mniej lub bardziej zdecydowane oczekiwania/żądania personalne, a z drugiej – media bardzo skutecznie upubliczniały każdą propozycję personalną, hipotetyczną, rozważaną choćby wstępnie i w małym gronie. To z kolei generowało ruch opinii i komentarzy, podejrzeń, zarzutów, pretensji itd., napędzających zwrotnie aktywność mediów. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jakoś tak to chyba powinno działać. Trzeba mieć nadzieję, że publiczne obnażanie procesu negocjacyjnego nie oznaczało niczyjej indywidualnej krzywdy, choćby przez żywiołowe upublicznienie wrażliwych informacji osobistych. Jednak, z drugiej strony, po 16 latach polityki gabinetowej mamy do czynienia z czymś całkiem nowym, fenomenalnym, demokracją in status nascendi, o czym nie do końca wiemy, jak powinno wyglądać. Jest to na swój sposób fascynujące, łącznie z obecnością szeregu iluzji, czy złudzeń. Ale też możliwością obserwowania różnych strategii rozmaitych podmiotów usiłujących oddziaływać na wynik, czyli decyzje personalne prezydenta-elekta, kto będzie jego najbliższym współpracownikiem najwyższego szczebla. I wyobrażenia, czasem spiskowe, o tych strategiach.

„Kluczowa” kwestia wiceJacków

O ile mi wiadomo, było tylko jedno publicznie sformułowane, i przewidywalne żądanie personalne przed II turą wyborów prezydenckich: Kongres Kobiet zgłosił oczekiwanie, by jednym z wiceprezydentów była kobieta. Poza tym podstawowym oczekiwaniem było, by skończyło się urzędowanie Ryszarda Grobelnego. Organizacja bardziej sformalizowanego poparcia dla Jacka Jaśkowiaka przez komitety SLD Lewica Razem, Anny Wachowskiej-Kucharskiej i Koalicji Prawo do Miasta związana już była z wynegocjowaniem pakietu 8 punktów warunków programowych poparcia. Nadal nie było żadnych uzgodnień, deklaracji, umów czy zobowiązań personalnych. Jacek Jaśkowiak na samym początku, wchodząc w rozmowy o poparciu z przedstawicielami naszych trzech komitetów zastrzegł sobie, po kilkakroć, że nie podejmuje przed II turą wyborów żadnych zobowiązań personalnych. Nasz wspólny kredyt zaufania, ogłoszony 22 listopada br., nie miał za podstawę żadnych warunków personalnych!

Trzeba przypomnieć, że wtedy już był znany układ sił w radzie miasta. Przede wszystkim wcześniej było wiadomo, że T.Lewandowski, kandydat lewicy na prezydenta deklaruje poparcie dla każdego rywala R.Grobelnego. Podobnie, acz przy sformułowaniu pewnych warunków – Anna Wachowska-Kucharska i Maciej Wudarski. Jednak już po II turze wyborów wykreowało się po stronie najgłośniejszej części środowiska lewicy, oczekiwanie by to właśnie T.Lewandowski został jednym z wiceprezydentów. Prezydent-elekt odniósł się do tego akceptująco, ale nie było to zobowiązanie, raczej istotna i atrakcyjna możliwość. Zarówno komitet PdM jak i AW-K uznały ją za sensowną, słuszną i potrzebną.

Mikro-kredyt zaufania

Zaufania w ramach kredytu dla Jacka Jaśkowiaka starczyło na 2-3 dni. Bo mniej więcej już od minionego wtorku-środy zaczęło się rozkruszanie go. Najpierw wyższe szarże PO ogłosiły kto tu rządzi (pisałem o tym), a potem ruszył chocholi taniec. Stawało się coraz bardziej jasne, że wcześniejsze punkty widzenia, eksponujące wspólną troskę o miasto, w większości upadły – wypłynęły partykularne interesy i ambicje. O ile najpierw wspólna uwaga była skupiona na obaleniu Ryszarda 16 lat Grobelnego, potem – na warunkach programowych nowej, alternatywnej prezydentury, to ostatecznie, to co było „wspólne” przestało istnieć, a kulminacja nastąpiła wczoraj na spotkaniu w centrum Bukowska.

Stało się publiczne wiadome, że dla „góry” PO udział T.Lewandowskiego we władzach jako wiceprezydenta jest trudny do zaakceptowania, mimo przeciwnej i zdecydowanej wyjściowej postawy w tej sprawie Jacka Jaśkowiaka. Dlatego pojawiły się inne potencjalne kandydatury, w tym – w piątek – Macieja Wudarskiego, wcześniejszego kandydata na prezydenta Poznania Koalicji Prawo do Miasta. W moim przekonaniu kolportowany pogląd, że prezydent-elekt „ugiął” się przed „górą” PO nie jest trafiony. Jacek Jaśkowiak kalkuluje, i w wyniku wyszło mu, że koszt wojny na górze i na dole PO jest dla Poznania zbyt wielki. Decyduje jednoosobowo, jednoosobowo został wybrany i jednoosobowo odpowiada, w każdym sensie – moralnym, politycznym, prawnym... Konstrukcja demokratycznej władzy jednoosobowej opiera się na zawierzeniu i w konsekwencji powierzeniu na określony czas spraw publicznych wybranej osobie. Tu zawierzenia starczyło do pierwszej przeszkody. Czy ono zatem w ogóle miało miejsce?

Polskie piekło

Maciej Wudarski ani nikt z liderów naszego środowiska nie zabiegał o nominację, w żadnych kalkulacjach/kombinacjach personalnych jego osoba się nie pojawiała, jak np. Anny Wachowskiej-Kucharskiej albo Aleksandry Sołtysiak-Łuczak. Jako koalicja wyborcza nie prowadziliśmy w tej sprawie żadnej gry. Ewentualny wybór jednej, drugiej lub trzeciej osoby akceptujemy i było to oczywiste. Żądanie, z jednej strony, niezależności prezydenta-elekta od nacisków, ale tylko jeśli pochodzą od PO, a z drugiej – domaganie się podporządkowania własnym naciskom jest wewnętrznie sprzeczne. Sąd sądem ale racja musi być po naszej stronie!

Tak czy owak, wspólnota społecznego poparcia dla Nowego Otwarcia w Poznaniu legła w gruzach, Maciej Wudarski został przez część tej (byłej) wspólnoty uznany za wroga publicznego nr 1, „listek figowy” złych ludzi z PO, a nasze środowisko za piątą kolumnę, „konserwatywno-prawicowe” zaplecze pogrobowców RG, itp. bzdury... Polskiego kotła w piekle diabli nie pilnują, bo rodacy sami zadbają, żeby nikomu nie udało się wydostać. Cytat, jeden z wielu możliwych, z wypowiedzi Pani Przewodniczącej: Katarzyna Kretkowska W co Pani nie wierzy,  (...), że Maciej Wudarski wejdzie do zarządu jako ten listek figowy by legitymizować odgrzanie układu władzy PO-Grobelny, i dać temu układowi brakujący 1 głos? Ideowość to zdaje się nie jest cecha naczelna nowego wice-prezydenta, raczej ambicja własna i zarozumialstwo.. I dalej: Katarzyna Kretkowska PdM, Krzysztofie, a raczej osobista ambicja Wudarskiego używana jest instrumentalnie po to, by usankcjonować, przez tych samych co dotąd "działaczy", sojusz i trwanie dotychczasowego układu Grobelny-PO.

SLD bezpośrednio i wprost ustami T.Lewandowskiego, a wcześniej wiceprzewo rady miasta Katarzyny Kretkowskiej, publicznie przedstawił rodzaj ultimatum albo szantaż: ponieważ mamy tyle i tyle mandatów w radzie miasta (bo poparło nas – Tomka tylu i tylu wyborców), poparcie dla działań prezydenta elekta uzależniamy od stanowiska wiceprezydenta. Tomasz Lewandowski (…) Przed Jackiem ważny test. Albo konsekwentnie będzie szedł w kierunku wyznaczonym przez wyborców i zwiąże się z naszym klubem wbrew woli klubu przyjaciół Rysia. Albo podporządkuje się konserwie. Co wtedy? Proste. Będzie zdany na sojusz z ludźmi RG w radzie miasta i nie tknie nawet układu w mieście bo mu na to nie pozwolą. Proste jak budowa cepa. Tu nie ma żadnych wariantów pośrednich.

A na koniec ostatnie słowo Anny Wachowskiej-Kucharskiej, której wydawało się, że to „wiec”, w jaki przekształciło się wczorajsze spotkanie, będzie podejmował decyzje personalne. Dzięki temu wiemy, gdzie jesteśmy i kto jest kim.
Anna Wachowska-Kucharska: W podsumowaniu dyskusji. Była szansa na wspólne porządkowanie Poznania po 16-letniej działalności Ryszarda Grobelnego. Z udziałem środowisk społecznych kandydujących w wyborach i i innych, w wyborach nie biorących udziału oraz Tomasza Lewandowskiego z SLD. Szansa ta została zaprzepaszczona przez Prawo do Miasta w zamian za kilka stołków. PdM wspiera i staje się częścią tej reakcyjnej frakcji w Platformie Obywatelskiej, która żadnych zmian w mieście nie chce. Usprawiedliwiające wypowiedzi członków PdMu w sprawie oczywistej - tzn. napaści Lecha Merglera na dziennikarza Tomasza Nyczkę przypominają mi wypowiedzi Joanny Frankiewicz i Marka Sternalskiego - sączone na sesjach Rady Miasta w 2011 r - a popierające decyzje o likwidacji poznańskich szkół i przedszkoli.

Kto chce naprawdę zmieniać nasze miasto, niech robi swoje...

środa, 3 grudnia 2014

GŁOSOWALIŚMY NA JAŚKOWIAKA, NIE NA PARTIE! Czyli szanować wyborców..




Poczuliśmy siłę, kiedy okazało się, że zdecydowaliśmy o zupełnie innym wyniku wyborów niż ten, który od dawna miał być przesądzony, co ogłosili z dużym wyprzedzeniem wszyscy medialni święci. Bo przecież znowu miało nie być godnego konkurenta dla Ryszarda G. Jak zawsze, bo jakoby nigdy go nie było.

Wynik wyborów prezydenckich ustaliło pospolite ruszenie progresywnych poznaniaków. Nie tylko wyborcy PO, bo ich jest za mało. Także ogromna większość elektoratu lewicy i ruchów miejskich (80% poparła JJ), do tego ćwierć wyborców szefa PiS, którzy nie posłuchali ani jego ani kłamczuszka Gowina z jednym Jurkiem. Oraz 12% wyborców samego eksprezydenta! Na drugą turę poszli też licznie ci, którzy w ogóle w Iszej nie wzięli udziału, było to (szacunki) 15% ogółu głosujących 30 listopada br.. Wybrał Jacka zmobilizowany żywioł poznaniaków, być może w dużej części zmobilizowanych przez internet, poza jakimikolwiek strukturami organizacyjnymi, którzy w końcu uwierzyli, że od nich coś ważnego i wspólnego zależy! I którzy poczuli, że jesteśmy u siebie, bo miasto jest nasze. Ono nie należy do PO, ani PiSu, nie do SLD albo arcyGądeckiego. I już nie do Grobelnego z jego urzędem miasta.

„Czyim” więc prezydentem jest Jacek Jaśkowiak?


Pytanie pada w kontekście doniesień o niezbyt jawnych, co zrozumiale, targach/sporach o to, kto może, albo nie może (musi, powinien...), być najbliższym i najwyższym rangą współpracownikiem nowego prezydenta. Istotą starcia nie tyle są osoby kandydatów, co kwestia KTO MA O TYM DECYDOWAĆ OSTATECZNIE? Ściśle – czy mają decydować wyższe szarże Platformy Obywatelskiej, której J.Jaśkowiak jest członkiem i był kandydatem w wyborach, czy sam prezydent-elekt? W doniesieniach przywoływane są całkiem świeże wypowiedzi liderów PO w Poznaniu, deklarujących wybrańcowi poznaniaków pełną swobodę w doborze współpracowników – obecnie wycofywane. To jest tak naprawdę pytanie, kto ma rządzić Poznaniem: Jacek Jaśkowiak w imieniu poznaniaków, którzy go wybrali czy Platforma Obywatelska w imieniu jej władz? Rozstrzygnięcie tego pytania może być oczywiście mniej lub bardziej antagonistyczne lub koncyliacyjne, sporo wskazuje, że jednak idzie w stronę konfrontacji.

Być może kluczowej kwestii – kto ma decydować o strategicznych „stołkach” – nie miałoby prawa być, gdyby PO samodzielnie wygrała te wybory, gdyby w czasie kampanii jej prominentni liderzy wyskakiwali z każdej lodówki z ulotkami J.Jaśkowiaka, a z telewizora z agitacyjną gadką o każdej porze dnia i nocy, a wróble nie ćwierkałyby, że kandydat w dużej części sfinansował sobie kampanię sam. Tymczasem bez wręcz nieprawdopodobnej, oddolnej mobilizacji elektoratu „zewnętrznego” względem PO tego zwycięstwa by nie było. A twarze liderów PO w kampanii Jaśkowiaka były na tyle rzadkością, że część swobodnej opinii międzyludzkiej i internetowej uważa, że PO wcale nie chciała by JJ wygrał, przeciwnie – wolała trwać z Rychem G., bo ma w ręce całkiem niezłe karty w ramach starego rozdania. Ale dla Jacka to może dobrze, że nie było ich widać... O kasie w towarzystwie się nie mówi, ale co ludzie gadają, to nasze.

Z obliczeń na podstawie szacunkowych danych wynika, że na Jacka Jaśkowiaka w II turze zagłosowało 40-44 tys. wyborców jego wszystkich rywali do stolca prezydenckiego z I tury, z R.Grobelnym włącznie. W tym ponad 30 tys. wyborców lewicy i ruchów miejskich – ok. 21 tys. lewica i 10 tys. ruchy miejskie (w sumie JJ otrzymał w II turze ponad 86 tys. głosów). A ponadto zagłosowało na niego 8-10 tys. innych wyborców, którzy nie poparli go w Iszej turze (wtedy otrzymał nieco ponad 34 tys. głosów). Czyli Jacek został wybrany w mniejszej części głosami wyborców PO, w większej – całej reszty. Co dla wyborców drugiego wyboru (albo pierwszego dopiero w II turze) warunkowało poparcie J.Jaśkowiaka? Na pewno nie było to zamiłowanie do Platformy Obywatelskiej! Chociaż moim zdaniem dla szerokich rzesz poznaniaków przełknięcie kandydata „nie swojej” formacji, czyli PO, było łatwiejsze niż byłoby to w przypadku SLD (gdyby do II tury wszedł Tomasz Lewandowski) – bo to „komuchy”, a zwłaszcza PiS (gdyby w II turze był Tadeusz Dziuba), bo Kaczor, Smoleńsk, i ogólnie wiadomo jakie klimaty itd. 

W Poznaniu został zawarty szczególny kontrakt polityczny!

On uczynił możliwym taki a nie inny przebieg II tury wyborów prezydenckich, a w efekcie zwycięski wynik. „Kontrakt” nie był spisany, ani nawet nazwany. „Stronami” byli/są: Jacek Jaśkowiak – kandydat, a teraz prezydent/elekt, władze PO lokalno-regionalne z uchem w stronę Warszawy (to zrozumiałe, nie kpię) oraz my, wyborcy nie-platformerscy, zorganizowani i nie, którzy te wybory wygraliśmy. Być może Ojcowie i Matki Platformy Obywatelskiej tego nie rozumieją. Bo trzeba mieć nadzieję, że go nie olewają po prostu na samym początku konsumpcji „kontraktu”.

Kontrakt jest mniej więcej taki: poparliśmy Waszego (Platformy Obywatelskiej) kandydata nie dlatego że jest Wasz, ale mimo tego, że jest Wasz, bo nam się podoba, a przynajmniej o wiele, wiele, wiele mniej nam się nie podoba niż upadły R.Grobelny. Jemu udzieliliśmy kredytu zaufania dotyczącego celów, treści i formy prezydentury. Wam, Ojcom i Matkom Platformy udzieliliśmy kredytu zaufania, że nie będziecie próbowali nam odebrać tego zwycięstwa, robiąc z niego Waszą partyjną sprawę. Bo jest to przecież nasze wspólne zwycięstwo! Jacek Jaśkowiak ma być prezydentem wszystkich poznaniaków, dzięki temu, że ci dobrzy poznaniacy na niego zagłosowali widząc w nim nadzieję dla Poznania, a nie dlatego że jest z PO. Ta przynależność to okoliczność towarzysząca, dla wielu z nas obciążająca, ale czego się nie robi dla Poznania!

W mieście naszym powstała atmosfera NOWEGO OTWARCIA – dzięki bardzo zdecydowanemu i „czystemu” zwycięstwu Jacka Jaśkowiaka. Dobrze byłoby, żeby próby upartyjnienia go przez ręczne sterowanie nie doprowadziły do spieprzenia tej szansy dla Poznania przez Ojców i Matki PO. Bo wtedy my, mieszkańcy, czyli elektorat, się wkurzymy. W ostatnią niedzielę było widać, co potrafimy zrobić razem. Następna taka okoliczność to wybory parlamentarne, kampania wyborcza rusza po Nowym Roku, miejcie to na uwadze...


Można na wyimkach z wypowiedzi miejskiego pospólstwa internetowego pokazać, jak elektorat już się wścieka
(„Gazeta Wyborcza” w Poznaniu, forum internetowe pod tekstem S.Lipońskiego i P.Żytnickiego „Prezydent zdecyduje, kto będzie wiceprezydentem, czy też musi słuchac rad?” z 2.12.’14):

gauge:
Platforma niech sobie tak nie przypisuje tego sukcesu i poskromi apetyty: głosowaliśmy przeciwko Grobelnemu, nie za Platformą. Panie Prezydencie Jaśkowiak, proszę kierować się własnym rozsądkiem i doświadczeniem. Im szybciej pańscy koledzy klubowi się dowiedzą, że jest Pan silną osobowością, tym lepiej. W przeciwnym razie stanie się Pan partyjną marionetką,

widziane z ryczki:
"Zawdzięcza sukces platformie" – kiepski żart lub świadectwo całkowitego oderwania od rzeczywistości. Wystawili gościa jak mięso armatnie, a tymczasem dlatego, że nie kojarzył się z aparatczykiem PO i na fali niezgody na Grobelnego niespodziewanie wygrał

ezo-mir:
Sprawa jest prosta. To Jaśkowiak dostał ponad 80 tysięcy głosów. To on będzie rządził miastem. To on będzie odpowiedzialny za to jak to miasto będzie wyglądało. To on będzie walczył o reelekcję za 4 lata. Zresztą, gdyby PO wystawiła Kaczmarka, Grupińskiego, czy Ganowicza to nie wygraliby oni tych wyborów.

Japiota:
Widzę że PO w Poznaniu nie rozumie sytuacji i chyba sama jest zaskoczona wynikiem wyborów. Ludzie głosowali przede wszystkim przeciwko Grobelnemu uosabiającego sposób funkcjonowania miasta na bazie zblatowanych miejskich "elyt"... (...) Jeżeli PO uzna że chodziło tylko o zdobycie łupów a nie dobro miasta i aglomeracji a nowy prezydent podda się temu dyktatowi - gwarantuję że nie przetrwa nawet kadencji - ludzie się obudzili i nie zawahają się przed referendum. A wtedy popłynie PO razem z Jaśkowiakiem i wahadło wychyli się w drugą stronę.

klawo-egon-jak-cholera: 
I bardzo dobrze, że Prezydent Jaśkowiak chce na jednego ze swoich zastępców Tomasza Lewandowskiego. Pokazuje to tylko jedno, otwarcie na mieszkańców a nie skupianie się na politycznej połajance, którą PO próbuje w Poznaniu tworzyć. 

artur-borubar:
O ile popieram Jaśkowiaka i na niego głosowałem, o tyle poznańska PO jest sitwą niczym nie różniąca się od obozu Grobelnego.

Slawczan:
Panie Kaczmarek nikt na Pana NIE GŁOSOWAŁ. Prezydent Jaśkowiak otrzymał DEMOKRATYCZNY mandat do RZĄDZENIA miastem. (...) Jaśkowiaka wystawiliście tylko dlatego, że nie wierzyliście, że dacie radę przedrzeć się przez Grobelnego do koryta. NIe sądzę by ktoś kto głosował na Jaśkowiaka kierował się miłością do PO.

Itede, itepe, itede... razy kilkadziesiąt



Post scriptum:
Przywoływane, domniemane problemy poznańskiej PO z warszawską centralą w związku z kształtowaniem podwalin poznańskiej prezydentury to cząstkowy dowód na poparcie tezy, że rola partii politycznych w demokracji miejskiej powinna zostać ograniczona.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

JACEK, POZNAŃ = MIASTO WYCZERPANE




Dlatego wygrałeś. Przez nokaut. Wspaniale. Żadne gadki-szmatki, że fuks, że przypadek, ktoś się pomylił, był mróz, taki klimat, czy co tam... Poznań, my poznaniacy (a My-Poznaniacy już cztery lata temu) powiedzieli dobitnie: mamy naprawdę dość, zdecydowanie chcemy zmiany!

Nie pomogła pokrętna sofistyka posła Dziuby i skomplikowane wygibasy PiSu, poparcie kłamstwami posła Gowina z Markiem Jurkiem, ani apel Ojca dyrektora (???), podchody pod arcybiskupa i kokietowanie kibiców, szukanie na Ciebie haków, obelgi (intencjonalnie), że Jaśkowiak to skrajna lewica, „lewak” po prostu. Nawet kilkanaście procent wyborców Grobelnego przeniosło głosy na Ciebie.

Ale wcześniej nie było wcale jasne, że Poznań chce zmiany. Zdaniem „badaczy”, szeroko kolportowanym przez media, wcale zmiany nie chciał. Nie chciał jakoby od dawna, ponieważ chciał ŻEBY-BYŁO-TAK-JAK-JEST. A Poznań tymczasem został po prostu sprytnie przekonany, a raczej „autorytety” wmówiły nam, że żadna istotna zmiana nie jest możliwa, w żaden sposób. Dopiero kiedy ogłoszono wyniki I tury wyborów prezydenckich, stało się jasne, że jest dokładnie odwrotnie. Okazało się, że zmiana nie tylko jest przez większość pożądana, ale całkiem realna, na wyciągnięcie ręki. Tylko trzeba było tę rękę zdecydowanie wyciągnąć.

Czego mamy dość? Niemocy, która obezwładnia. Niemocy naszego miasta, a ściślej władz jego, wobec spraw najprostszych, których nikt nie potrafi załatwić. A cóż dopiero zadań złożonych. Niemocy, kiedy wola społeczna odbija się od muru niechęci/niedasizmu/obojętności urzędu miasta, zajętego jakimiś swoimi sprawami. Co to jest za problem uratować przed likwidacją kładkę pieszo-rowerową między Starołęką a Dębiną? Zrobić przejście dla pieszych na Moście Dworcowym? Pogonić pijane penerstwo ze Starego Rynku? Zamknąć hałaśliwą i nielegalną dyskotekę? Zrobić plan miejscowy dla Stadionu Szyca, żeby uchronić go przed zabudową? Posprzątać miasto? Wyrównać chodniki? Wziąć za twarz paru gangsterów, zatruwających życie ludziom, których mieszkania chcą zająć? Jeśli takie głupoty są nie-do-rozwiązania, to co się dziwić cyrkowi z PEKĄ, przepłaconym o setki milionów inwestycjom wlokącym się nawet dwa razy dłużej niż plan zakładał i do tego nietrafionym? Ile energii, czasu, pieniędzy, publicznych i prywatnych marnuje się w naszym mieście z powodu tej obezwładniającej niemocy? Niepotrzebnego walenia głową w mur w sprawach oczywistych, które powinny rozwiązywać się niemal same...

Myślę jednak, że źródło stanu wyczerpania naszego miasta leży także gdzie indziej. Nie tylko bierze się ono ze zmęczenia zwykłą nieudolnością władz w sprawach małych, średnich i dużych. Także z tego, że nie ma na nasze miasto pomysłu, idei, która dałaby się przełożyć na praktykę. I przełożyć na widzialne pożytki mieszkańców.

Ostatnią taką ideą było Euro2012, jubel na dwa tygodnie, mocno ekscytujący dla wielu poznaniaków, ale na który trzeba było pracować kilka lat przed i kilka po, a długi przyjdzie spłacać parę razy dłużej. Teraz (do wczoraj ;-) jest nią niby nowa kasa z UE – głabniemy i będzie nasza, a potem efektownie wydamy te miliardy. Pod warunkiem, że będziemy mieć trochę, aby włożyć. Bo żeby wyjąć trzeba włożyć. Idea wydania kolejnych miliardów, bo będą w zasięgu ręki, nikogo, poza bezpośrednimi operatorami takich kwot, nie podnieca. Bo pierwotne są pytania: czego chcemy, czego potrzebujemy, co jest dla nas ważne, żeby na to wydać pieniądze. A tu posucha, albo próżnia zgoła, nie ma na te pytania składnych, kwalifikowanych i formalnych odpowiedzi.

To nie tak, że my, lud Poznania nie mamy potrzeb, nie wiemy czego chcemy itd. Rzecz w tym, żeby to czego chcemy i czego potrzebujemy, ułożyć w program dla miasta, program realistyczny ale porywający, z którym będziemy mogli się identyfikować, bo będzie nasz. I wszystkich zmobilizuje, i urząd, i władze, i polityków, i biznes, i mieszkańców. Takiego programu nie było, nie ma zdefiniowanej perspektywy realnej „zmiany na lepsze”, w którą szeroko mieszkańcy mogliby się wpisać. W taki sposób, żeby ich znaczące potrzeby i problemy w tym programie znajdowały rozwiązanie. Przeciwnie – jesteśmy miastem wyczerpanym, bo niemal nikt na taki program nie liczył, nie wierzył w możliwość jego pojawienia się i korzyści stąd płynące. Mieliśmy się cieszyć, tym co jest, a nie jest najgorzej, więc o co chodzi? Urząd ogłaszał jakieś kwity, ale nikt tego nie czytał i nikogo to nie obchodziło, bo z nich mało co albo i nic nie wynikało, a czasami wynikało coś wprost przeciwnego niż było zapisane...

Taka perspektywa, że nie jest w Poznaniu najgorzej, więc nie ma powodu, by coś zmieniać, właśnie rozsypała się w pył! Poznaniacy chcą innego miasta, bardziej cywilizowanego, europejskiego a nie azjatyckiego, z jego nieobliczalnym żywiołem. Bardziej poukładanego, zaplanowanego, a nie rządzonego „wolną amerykanką” tych, którzy mają więcej pieniędzy i władzy, i walczą tylko o swoje, rozwalając wszystko dookoła. Wizja takiego miasta została sformułowana, nie tylko w zarysie, zresztą nawet upadający prezydent zaczął się pod nią w desperacji podpisywać. Teraz będzie przekładana na program realizacyjny, co trochę potrwa.

Dlatego tak ważne dla podtrzymania naszego zapału, wiary w NOWE OTWARCIE, są obecnie choćby NIEDUŻE, ALE WYRAŹNE OZNAKI ZMIANY. Nie chodzi o to, żeby jakichś dygnitarzy miejskich efektownie wypieprzyć z roboty. Ale na przykład o to, żeby przynajmniej niektórzy z nich musieli dojeżdżać do pracy tramwajami, bo nimi zarządzają, najwyraźniej zza biurka (co zresztą prezydent zapowiedział dziś w radiu Merkury). „Oznaki zmiany” nie zastąpią głębokiej transformacji sposobu i kierunków rozwoju miasta, ale uwiarygodnią intencje oraz pomogą wyzwolić tę wielką energię, która jest w naszym mieście, a która w części była uśpiona, a w części marnowana przez konieczność walenia głową w mur.

Ta energia uruchomi się tym sprawniej, im szybciej i naoczniej przekonamy się, że teraz jesteśmy w Poznaniu bardziej u siebie. Wtedy jeszcze bardziej niż wczoraj, kiedy głosowaliśmy na Ciebie Jacek, zechce nam się chcieć.